Wczorajsza rozmowa odnośnie przynależności gatunkowej "Star Wars" uświadomiła mi, jak różnie postrzegana jest fantastyka naukowa. Dla jednych - w tym dla mnie - science fiction to przede wszystkim konflikt na płaszczyźnie człowiek-technologia. Dla innych jest to po prostu określona estetyka. "Gwiezdne Wojny" w przeróżnych bazach i archiwach filmowych, począwszy od filmwebu kończąc na imdb, umieszczane są w kategorii sci-fi, czasami wspólnie z podgatunkiem przygodowym. Osobiście uważam to za błąd i poniżej postaram się wyjaśnić dlaczego. Za przykład na kontrze będę używał jednego z moich ulubionych filmów sci-fi - "Łowcy Androidów". Krótko, bo konkretnie.
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
wtorek, 29 lipca 2014
"Książka oczywiście lepsza", czyli bzdura jakich mało.
Nie znoszę lata. Upały sprawiają, że mój mózg zamienia się w
jednokolorową, bezmyślną papkę a humor oscyluje w granicach uśmiechu
Latherface'a. W takich dniach moim ulubionym piosenkarzem jest Charles Manson a
filmy z gatunku "rape and revenge" wzruszają nie gorzej niż
"Titanic". Jedynym dobrym rozwiązaniem było by chwycić Colta Navy (rocznik - oczywiście - 1851) i z pełnym soczystych
kul magazynkiem wyjechać na dziki zachód odstrzelić kilku głoszących brednie
delikwentów. Niestety póki co postrzelać sobie mogę jedynie w klawiaturę komputera a
jedynym wierzchowcem w pokoju jest czarny (jak diabeł) kot. Włączam więc muzykę
z "Pewnego razu na dzikim zachodzie" i nie zastanawiając się długo
wybieram temat, który zawsze doprowadza mnie do białej gorączki. Co więcej,
kiedy zaczynam z kimś o tym rozmawiać i tłumaczyć jak małemu dziecku dlaczego
mam rację, zostaję wyśmiany, olany i obdarzony uśmiechem z szuflady "co za
nawiedzony facet". Żeby więc nie strzępić więcej języka postaram się
napisać pokrótce to, co jest tak oczywiste, a tak ciągle niezrozumiałe.
Rozprawię się teraz z wami na poważnie - w internecie!
sobota, 19 lipca 2014
Głęboka żółć - recenzja "The Strange Colour of Your Body's Tears"
Nie często zdarza mi się komentować film głośnymi okrzykami podczas seansu w pustym, ciemnym pokoju. Nie często również rozszalałe stado motyli wywraca mi z ekscytacji żołądek na drugą stronę. Takie fizyczne oznaki zakochania dopadły mnie wczorajszego wieczoru przy okazji kontaktu z najnowszym filmem duetu Helene Cattet i Bruno Forzani. Mowa oczywiście o "The Strange Colour of Your Body's Tears".
piątek, 27 czerwca 2014
"Powrót" Andreja Zwiagincewa. Piękno w prostocie.
"Mały"
nie chce skoczyć. Boi się. Wieża jest zdecydowanie zbyt wysoka, upadek może być
bolesny. Koledzy się śmieją, bratu wstyd, jednak on i tak rezygnuje. "Jesteś
tchórzem!" - krzyczą, po czym odchodzą. "Mały" zostaje sam. W końcu na ratunek przychodzi matka. Scena
otwierająca arcydzieło Andreja Zwiagincewa nie wydaje się być zbyt nowatorska,
jednak w kontekście późniejszych wydarzeń jest zdecydowanie kluczowa. Skoki do
wody z wieży mają charakter sprawdzianu i - co ważniejsze dla twórczości
Rosjanina - chrztu, przygotowującego chłopców do obrzędu inicjacyjnego jakim
będzie wyprawa z ojcem. Woda w filmie pojawiać się będzie bardzo często, także
w nieco innych kontekstach.
wtorek, 17 czerwca 2014
"Aż poleje się krew", czyli jak można oglądać filmy
Film Paula Thomasa Andersona uważam za arcydzieło i wielu mi przyklaśnie - to oczywiste. Napisano o nim już na prawdę sporo, ja więc od siebie chciałbym dodać tylko kilka rzeczy, zbyt często pomijanych, a kładących silny akcent na sam obraz i metaforyczność historii. Pisze się dużo o metamorfozie Daniela Plainview, o samej narracji (jednak tej literackiej) pomijając rzeczy kluczowe, zaznaczone - jak na wielkiego reżysera przystało - obrazem i muzyką. Przy okazji przemycę kilka swoich przemyśleń odnośnie podejścia do filmów. Postaram się, żeby to nie brzmiało jak bełkot. Gwarantuję za to, że jak przebrniecie przez ten wpis, jakość oglądania filmów wzrośnie o połowę. Już wiem, ze będzie chaotycznie, więc zaciśnijcie zęby i bądźcie wyrozumiali.
piątek, 13 czerwca 2014
"Babadook" Jennifer Kent
Kiedy opuszczałem niemal pustą salę kinową była już północ. Rozpoczął się piątek 13tego a zanim sobie to uświadomiłem czarny kot zdążył przebiec mi drogę. Idealne warunki do rozmyślania nad "Babadook'em". Miałem nawet ochotę zarwać trochę nocy i napisać ten tekst z biegu, ale doszedłem do wniosku że prześpię się z tym a euforia może trochę opadnie. I co? 100% świeżości na RottenTomatoes i 7,7/10 na IMDB nie jest przypadkiem.
niedziela, 8 czerwca 2014
Sztuka pornografi czy pornografia sztuki?
Po głośnej "Nimfomance" Larsa von Triera w mediach zawrzało, ponieważ co niektórzy dopatrywali się w najnowszym filmie Duńczyka pornografii. Oczywiście "Nimfomanka" korzysta z estetyki porno, ale w żadnym stopniu nią nie jest. Na czym ta estetyka polega? A na przykład na samej strukturze scenariusza. Kobieta siedzi sobie z facetem i opowiada mu historię ze swojego życia. My, widzowie, przenosimy się do każdej z tych historii i obserwujemy coraz to ostrzejsze sceny z udziałem naszej bohaterki. Klasyka. Dlaczego von Trier z tego skorzystał? Pornografia wiąże się z całkowitym obnażaniem. W tym przypadku reżyser obnaża psychikę głównej bohaterki za pomocą wyżej opisanego schematu filmu porno. Działa? Jak najbardziej. "Nimfomanka" w pewnym sensie udowadnia, że pornografia może przysłużyć się sztuce filmowej. Lecz czy sama w sobie może być sztuką filmową i przyczynić się do wzbogacenia języka? Ale najpierw szybka przebieżka po gatunku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)