wtorek, 17 czerwca 2014

"Aż poleje się krew", czyli jak można oglądać filmy


Film Paula Thomasa Andersona uważam za arcydzieło i wielu mi przyklaśnie - to oczywiste. Napisano o nim już na prawdę sporo, ja więc od siebie chciałbym dodać tylko kilka rzeczy, zbyt często pomijanych, a kładących silny akcent na sam obraz i metaforyczność historii. Pisze się dużo o metamorfozie Daniela Plainview, o samej narracji (jednak tej literackiej) pomijając rzeczy kluczowe, zaznaczone - jak na wielkiego reżysera przystało - obrazem i muzyką. Przy okazji przemycę kilka swoich przemyśleń odnośnie podejścia do filmów. Postaram się, żeby to nie brzmiało jak bełkot. Gwarantuję za to, że jak przebrniecie przez ten wpis, jakość oglądania filmów wzrośnie o połowę. Już wiem, ze będzie chaotycznie, więc zaciśnijcie zęby i bądźcie wyrozumiali.


Muszę Was na wstępie przeprosić, bo to wygląda śmiesznie, ale żeby dokładnie zrozumieć o co mi chodzi muszę posłużyć się paintem:



Wyobraźcie sobie, ze czarne kropki to historia filmu, jakieś punkty akcji, coś w stylu "planu wydarzeń". Czerwona kreska to narracja literacka w filmie - czyli obserwujemy sobie po kolei co się dzieje z historią, co robi nasz bohater, jak postępuje akcja itd. To taka czysta sfera bazująca tylko i wyłącznie na dramaturgii. Większość ludzi ogląda filmy właśnie w taki sposób, widząc jedynie czerwoną kreskę. Na "planie" powyżej są również linie zielone - obraz, oraz niebieskie - muzyka. Do tego oczywiście mogą dojść inne ale te trzy to, według mnie, podstawa.

Tacy wielcy reżyserzy jak Fellini, Bergman, Antonioni, Haneke i reszta spółki praktycznie nie używają lini czerwonej. Jest to tylko pretekst, żeby historia w miarę trzymała się kupy. Najważniejszy jest obraz (i montaż, bo to on tak na prawdę tworzy film, ale o tym innym razem). Dlatego film to (czasami) dzieło a nie historia dla osób nie lubiących czytać.
Jak widzicie tylko czerwona linia porusza się równo z historią, zielona i niebieska przeskakują. Dlaczego?

Prócz tego, że obraz możemy czytać już na poziomie kadrów (często bardzo wysmakowanych estetycznie, odwołujących się poprzez oświetlenie, ustawienie postaci itd. do poszczególnych nurtów sztuki, lub dosłownie kopiujących dzieła malarskie, czy po prostu posługujący się symboliką na poziomie wizualnym) to możemy odbierać go w dosyć intuicyjny sposób na przestrzeni całego filmu. Jak? A no np. wyobraźcie sobie, że widzicie bardzo charakterystycznie skomponowaną scenę, a po jakimś czasie, w tym samym filmie, jest inna, przedstawiona w identyczny sposób. Dlaczego? Przecież nie skończyły im się pomysły. Nie jest to też autoplagiat. Chodzi o odwołanie się do tamtej sceny, dzięki czemu rozumiemy już kontekst jednej i drugiej - idee. W taki sam sposób działa też muzyka. Zwracajcie uwagę na te same motywy pojawiające się w różnych momentach filmu. Bardzo często nie ma w tym przypadku. Muzyka to linia niebieska.

Jak się ma to do "Aż poleje się krew"?
Przede wszystkim sam początek filmu, który może konkurować z najlepszym otwarciem w historii kina czyli "Pewnego razu na dzikim zachodzie" Sergio Leone. Człowiek i ziemia. Zero dialogów.  I tak przez kilkanaście minut. Daniel ostro walczy ze skalista ziemią w poszukiwaniu nafty (czy może złota, w sumie nie wiem - to nie ma większego znaczenia). Muzyka - silne dysonanse przechodzące w spokojny, harmoniczny akord (autorem muzyki jest Johny Greenwood, gitarzysta Radiohead. Za samym zespołem nie przepadam ale ten człowiek jest absolutnym geniuszem jeśli chodzi o muzykę filmową. Podobny zabieg zastosował w kolejnym obrazie Andersona - "Mistrz" - po raz kolejny poszerzając narrację filmu o warstwę dźwiękową gotową do osobnej analizy). Po kilkunastu minutach widzimy "ostrze" wbijajace się w ziemię, z której wypływa nafta - czyli "krew ziemi" (trudno mi pisać technicznie o wydobywaniu nafty, bo nie mam o tym zielonego pojęcia więc od razu odwołuję to do metafory). Nie dość, że cała ta sekwencja wydobywania ropy przypomina scenę ukrzyżowania Chrystusa (co podpowiada nam sam kapitalny plakat), to ma ona swoje odwołanie w drugiej części filmu. Daniel popełnia pierwsze morderstwo na swoim przyszywanym bracie. Znowu jest tylko on i ziemia - plus martwe ciało. Znowu ta sama, dysonansowa muzyka, pojawiająca się pierwszy (i jedyny) raz od sceny otwierającej. Znowu kopanie w ziemi, znowu podobnie komponowane kadry - i co najważniejsze i kluczowe - znowu przelana krew.

Dalej: Daniel w filmie składa się jeszcze z trzech postaci: swojego syna, nawiedzonego pastora Eli Sunday'a oraz przyszywanego brata. Po kolei pozbywa się ich wszystkich, samemu przez to przegrywając i stając się całkowicie upadłą jednostką. Każda z tych trzech postaci symbolizuje pewną część jego charakteru i osobowości. Skąd to wiemy? Po raz kolejny - sposób komponowania kadrów.



Ale nie tylko. Daniel z bratem bardzo często znajdują się w takiej samej odległości od końca kadru, stoją do siebie wręcz w sposób lustrzany. Co do syna Daniela, zdradza to nie tylko obraz - mężczyzna z dzieckiem to dosyć oczywisty symbol czy to w filmie czy literaturze, bardzo często wykorzystywany. Co do postaci nawiedzonego kaznodziei również wydaje mi się to oczywiste. Obie postacie działają w podobnych zakresach a nawet na podobnym gruncie - nie w sposób dosłowny ale metaforyczny. Przykład: scena płonącego szybu naftowego stylizowana pod kątem estetycznym i muzycznym (kolejny przykład genialnego wykorzystania muzyki) na pogański rytuał religijny (płonący bożek). Przecież Plainview rozprzestrzeniając rurociągi i stawiając szyby naftowe również kieruje do ludzi dobrą nowinę, obiecuje lepsze życie, większe pieniądze, wyjście z dołka, szczęście itd. Czy to nie przypomina kazań w kościele Eli'ego Sundaya?

Wracając do dzieciaka - poprowadzenie tego wątku to absolutne mistrzostwo świata. Widz przez cały czas uważa, że za czynami Daniela stoi jednak jakieś światło nadziei, że to nie jest człowiek do końca zepsuty, że dobro jeszcze się w nim tli. To wszystko po części symbolizuje dzieciak. Widz jeszcze bardziej utwierdza się w tym przekonaniu, kiedy przed sceną morderstwa Daniel daje synowi mleko zmieszane z whiskey - chce przecież uśpić swój ludzki odruch. Co się okazuje na końcu? Dzieciak tak na prawdę zawsze był adoptowany. Był wykorzystany do zmylenia ludzi, by odsprzedawali swoje ziemie, a także do zmylenia nas, widzów. Przecież to genialne!

Sam koniec filmu i kolejne potwierdzenie tego, że mam rację. Dlaczego Daniel, będąc w swoim domu, każe Kaznodziei krzyczeć, że jest oszustem? Przecież to scena bliźniacza do tej, kiedy to Daniel w kościele Sunday'a krzyczał o swojej winie. Kolejnym genialnym zagraniem ze strony reżysera jest przeniesienie sceny o takim samym wymiarze emocjonalnym i metaforycznym na tor do kręgli (niestety nie wiem, jak to się nazywa, ale, cytując klasyka - "nie o to chodzi"). Kościelna przestrzeń sacrum zostaje przyrównana do gry. Na tym też torze Kaznodzieja ostatecznie ginie.

Chyba napisałem już wystarczająco. Może i za bardzo "oham i aham" ale cóż, bez owijania w bawełnę - jara mnie to. Mam nadzieje, że będzie to w miarę zrozumiałe. Dla mnie osobiście oglądanie filmów w taki sposób, czyli na kilku płaszczyznach jednocześnie, to w ogóle coś co można nazwać "oglądaniem filmów". W innym wypadku to niestety zwykłe patrzenie się na przelatujące obrazki, a przecież film to nie słuchowisko. Niektórzy pewnie myślą "co za stek bzdur!", ale wierzcie mi - wtedy dopiero seans staje się prawdziwym przeżyciem i przyjemnością. A im ambitniejszy twór tym większa przyjemność. Jeśli sami nie wkładamy czegoś w oglądany film lub czytaną książkę to nie oczekujmy profitów, bez względu na to jak wielkie dzieło by to nie było. Powtórzę więc na koniec jeszcze raz: film to nie opowiadanie dla tych, którzy nie lubią czytać. Amen.

4 komentarze:

  1. Otworzyłeś mi oczy na wiele rzeczy z których sobie w ogóle nie zdawałam sprawy, a co jeszcze bardziej zaskakujące to wszystko ma sens. W życiu sama bym na to nie wpadła i nie znalazłabym tak wielu głębokich przenośni, które całkowicie zmieniły mój sposób postrzegania tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę napisać - miód na moje serce. Po to właśnie założyłem tego bloga, by zwracać uwagę na język i narrację filmu. Ciesze się, że ktoś może coś z tego wynieść dla siebie.

      Usuń
  2. Zastanawia mnie jedna rzecz. Piszesz: "Co się okazuje na końcu? Dzieciak tak na prawdę zawsze był adoptowany. Był wykorzystany do zmylenia ludzi, by odsprzedawali swoje ziemie, a także do zmylenia nas, widzów." Przecież od początku wiemy, że to nie dziecko głównego bohatera, lecz jednego z pracowników, który ginie na początku filmu. Na końcu jedynie zdradza motywy swoich działań, a raczej jawnie się do nich przyznaje, zrzuca maskę troskliwego tatusia i mówi wprost. Oglądając film było dla mnie oczywiste, albo inaczej, byłem przekonany, że motywy działania naszego przedsiębiorczego bohatera są wynikiem czystej kalkulacji.

    -A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiał bym odświeżyć sobie film, być może się pomyliłem lub czegoś nie dopatrzyłem, ale z tego co pamiętam nie ma sceny, która jawnie rozstrzygała by na początku filmu, że dzieciak był synem tego zasypanego pracownika. W pewnym momencie widzimy tylko, że Daniel się nim opiekuje, nic więcej. Możemy się domyślać, ale nie jest to jawnie określone. Poza tym są momenty, w których Danielowi jawnie na dzieciaku zależy i wtedy żadna chłodna kalkulacja za tym nie stoi.Tak jak mówię jednak, musiał bym odświeżyć, być może masz racje. Szkoda dla filmu ;)

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń