niedziela, 8 czerwca 2014

"Kill the Trumpet Player"


"Sex, drugs & jazz. Później był rock&roll, ale najpierw był jazz" - pisze Tomasz Stańko w swojej autobiografii. Stary cat wie co mówi. Lista jazzowych desperado jest znacznie dłuższa niż późniejszych rockowych straceńców. Wspomnieć wystarczy Charliego Parkera czy Cheta Bakera. Joe Maini, przez połowę swojego 34-letniego życia był heroinistą. Zginął strzelając sobie w głowę podczas... partyjki rosyjskiej ruletki. "Tak się wtedy żyło" - dopowiada Stańko - "Życie na krawędzi, tuż przy śmierci."

piątek, 6 czerwca 2014

"Is That You John Wayne? Is This Me?"



Odkąd zacząłem interesować się bliżej gatunkiem jakim jest western zauważyłem, że współczesne kino rozrywkowe ma niewiele nowego do powiedzenia. Wszystko to już było. Bez przerwy oglądamy te same historie, którym kilkadziesiąt lat wcześniej towarzyszyły one-linery Johna Wayne'a, a nieco później wystrzały colta navy (rocznik 1851) Clinta Eastwooda. Nie mówię, że to źle. Tą samą historię można przecież opowiadać po wielokroć. W końcu kino to nie literatura. Inne możliwości, inne zadania, inny język. Dziwi mnie jednak jawna niechęć współczesnej młodej widowni do Dzikiego Zachodu. Przecież na to samo chodzimy dzisiaj do kina!

poniedziałek, 19 maja 2014

"Dziecko Rosemary" Agnieszki Holland.



Nie wierzę, że ktoś nie zna tej historii, ale w razie czego - ostrzegam przed spoilerami.

Roman Polański ekranizując w 1968 roku powieść Iry Levina - "Dziecko Rosemary" -  zmienił i zawojował Hollywood. "Ten mały Polaczek", jak nazywano go w tamtejszym środowisku, zrobił rzecz niebywałą - udowodnił, że kino grozy może być kinem ambitnym. Był to pierwszy horror sataniczny w historii, który poruszył lawinę filmów o podobnej tematyce. Bez "Dziecka Rosemary" nie mielibyśmy takich perełek jak "Omen" czy "Egzorcysta" - kolejnego arcydzieła gatunku. Dla Polańskiego był to pierwszy wielki sukces i przepustka (jak się potem okazało - krótkotrwała) do Krainy Snów. Stacja NBC po 46 latach postanowiła zatrudnić Agnieszkę Holland i zlecić jej telewizyjny remake filmu z 68 roku. Holland ofertę przyjęła i tak zaczęły się ponowne narodziny diabelskiego dziecka.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Antychryst" Larsa von Triera

Zbliżają się święta, a że w takim okresie lubię przypominać sobie filmy "okołotarkowskie", padło tym razem na powtórkę "Antychrysta". Kiedy obejrzałem go dawno temu po raz pierwszy, nie spodobał mi się, jednak zasiał w mojej głowie ziarno zainteresowania, które nie opuszczało mnie przez cały ten czas. Wiedziałem, że w końcu ten film we mnie "wejdzie", że nie mogę go ignorować. Może musiałem dojrzeć, stać się bardziej świadomy samego kina jako medium, obejrzeć więcej innych filmów, poznać bliżej postać samego reżysera i jego filmowe zainteresowania. Z każdym kolejnym seansem "Antychryst" stawał się dla mnie coraz ciekawszy, coraz więcej z niego rozumiałem. W tej chwili uważam, ze jest to jeden z najlepszych filmów Duńczyka, pomimo, ze ciągle nie potrafię go do końca rozgryźć. Wynika to zapewne z mojej skąpej znajomości symboliki (a Lars lubi symbolikę), bądź ze zbytniego nacisku z mojej strony na zrozumienie, zamiast odczucie. Już za czasów manifestu Dogma 95 Trier, Vinterberg i spółka zwracali się raczej ku ideom modernistycznym. Wpis nie jest więc analizą, lecz poszukiwaniem. Chciałbym spróbować zaznaczyć kilka momentów, scen, szczególnie według mnie ważnych i znaczących. Więcej będzie znaków zapytania, niż kropek. Ostrzegam, że niektóre moje teorie będą brzmiały niedorzecznie, ale chodzi o to, żeby teraz to ziarno kiełkowało w kimś innym. Jak już pewnie zwróciliście uwagę kładę szczególny nacisk na czysto filmowe sposoby przedstawiania historii. Nie inaczej będzie tutaj.

środa, 9 kwietnia 2014

"Skrawki" Harmony'ego Korine'a



W przerwie między filmami Jodorowsky'ego obejrzałem sobie Skrawki Harmony'ego Korine'a i przyszło mi do głowy kilka dosyć luźnych myśli, a że lubię wyławiać plusy z filmów powszechnie nielubianych, muszę napisać kilka zdań, które może komuś posłużą za punkt startu do przemyśleń.

sobota, 29 marca 2014

Mistrz i Nicolas: Wstęp


Wpis ten jest wstępem do pewnego rodzaju cyklu, który będzie składał się w sumie z czterech tekstów. Postaram się omówić El Topo, Świętą górę i Świętą krew Jodorowsky'ego by na końcu odnieść  się poprzez te filmy do Only God Forgives Nicolasa W. Refn'a, który jest  hołdem dla postaci i twórczości chilijskiego reżysera. Film został niemiłosiernie opluty przez masową widownię (i co najgorsze - przez nie-masową też), więc postanowiłem stanąć w jego obronie. Nosiłem się z tym zamiarem już od dłuższego czasu, lecz dopiero teraz, kiedy mam na głowie masę innej roboty nie cierpiącej zwłoki, biorę się za to na poważnie.

niedziela, 16 marca 2014

W obronie "Spring Breakers".

"Spring Breakers" jest jednym z najlepszych filmów XXI wieku. Ustalam swoje stanowisko już teraz, żeby nie było żadnych wątpliwości. Jest to film niemal doskonały w swojej konstrukcji i estetyce. Niezwykle przemyślany i konsekwentnie prowadzony silną ręką Harmony Korine'a. Fala krytyki ze strony masowej publiczności wynika po prostu z kompletnego niezrozumienia tego co zobaczyli. "Spring Breakers" nie jest filmem "do podobania". To cios zadany kulturze współczesnej za pomocą ich własnego oręża. Cios w samo serce.